środa, 5 września 2012

Spotkanie

5 sierpnia zmarł Pan Andrzej Nowakowski. Dla wielu legendarny trener koszykówki, dla mnie i dla moich kolegów również świetny nauczyciel WF-u. Nie będę się o Panu Profesorze rozpisywał, inni uczynili to wcześniej i na pewno lepiej. Smutna ta okazja dała mi jednak szansę spotkania ludzi, któych krócej lub dłużej nie widziałem. Na pogrzebie pojawili się Andrzej, Marek, Michał i Wojtek. Co ciekawe, razem ze mną tworzyliśmy silną grupę pod nikotynowym wezwaniem - nieco dziwne, że to właśnie zagorzali palacze (niektórzy już co prawda byli) postanowili uczestniczyć w pożegnaniu nauczyciela WF-u ;-)
A parę godzin po pogrzebie spotkaliśmy się ponownie, by jeszcze trochę powspominać, ale przede wszystkim pogadać przy kielichu, jak za starych, dobrych czasów. I wiecie co? Pomimo upływu wielu lat, bagażu doświadczeń, małżeństw, dzieci i tym podobnych didaskaliów, czułem się tak, jakby ostatni dzwonek w liceum zabrzmiał wczoraj. Panowie - dziękuję Wam za to! A uroczej Sylwii dziękuję także za przekąskę, bez której ululalibyśmy się pewnie jesze mocniej, niż nam się to udało ;-)

(wszystkie zdjęcia: Nex 5N, Elmarit-R 35 mm)

piątek, 11 maja 2012

A tymczasem w Stumilowym Lesie...

- Cooo roobisz Krzysiuuu? - zapytał nieco zaniepokojony Kłapouchy, bezskutecznie próbując odwrócić głowę, by zobaczyć, co dzieje się po jego drugiej stronie.
- Nie ruszaj się Kłapouszku, zobaczysz, spodoba Ci się - stęknął Krzyś, mocując się z niesfornym suwakem w dżinsach.
- Nooo nie wiem, Krzysiuuu, mam wrażenie, że chcesz mnie wykorzyyystać - wymamrotał Kłapouchy, ale posłusznie zamarł w bezruchu. W głowie kłębiły mu się pytania: "co ten Krzyś zamierza?", "czy będzie bolało?" i "czy aby nie urwie mi niedawno odnalezionego ogona???"
- Zaraz tam wykorzystać - powiedział Krzyś, a jego pobrzmiewały ulga i narastające podniecenie, bowiem udało mu się wreszcie zsunąć dżinsy i właśnie przymierzał się do wsadzenia swojego Krzysztofa pod ogon Kłapouchego - Po prostu mam ochotę na odrobinę zwierzęcego seksu, to wszystko - uspokajał przyjaciela.
- Ach taaaak. Rozumiem. No dobrze. Ale co Cię tak nagle naszło? - zapytał osiołek, pogodzony już wyraźnie z losem.
- Wiesz, Kłapouszku... kiedy zobaczyłem, jak Prosiaczek obciąga Tygryskowi... to było jak piorun... jak porażenie prądem... od razu wiedziałem... że muszę Cię przelecieć - tłumaczył Krzyś w przerwach pomiędzy kolejnymi pchnięciami.
- Ale... ale... czy to... na pewno legalne? - Kłapouchy znów się zaniepokoił.
- Legalne, nielegalne... Skoro świnia może robić loda tygrysowi... to ja mogę chyba przelecieć osła... prawda? - zapytał retorycznie Krzyś.
- Noooo... chyba tak... - odpowiedział Kłapouchy, niepotrzebnie zresztą, bo Krzyś w ogóle już go nie słuchał. Zbliżał się do finiszu, znacznie przyspieszonego przez jęki rozkoszy Tygryska dobiegające z nieopodal.
A potem nastąpiła eksplozja i Stumilowy Las wypełnił się odgłosami ekstazy człowieka i zwierzęcia, a także głośnymi pierdami, którymi raczył przyjaciół rżnięty w tyłek osioł. Tylko Prosiaczek nie wydawał z siebie żadnych dźwięków, bowiem jest to nieco utrudnione, kiedy ma się pręgowanego fiuta w ryjku.
KONIEC

wtorek, 27 marca 2012

Autoportret

Tak sobie pomyślałem...


Że wicie, rozumicie...


Ano niby są jakieś moje zdjęcia w profilu. Ale przecież stare i dawno nieaktualne, od wczoraj.


A jakoś tak to jest, że widząc człowieka, zupełnie inaczej odbieramy jego pisaninę, czy inną twórczość. Oczywiście dalej nie jest powiedziane, że mamy pełny i - co ważne - właściwy jego obraz, ale jednak coś tam więcej wiemy. A nasz mózg, na podstawie tego, co widział do tej pory, w sobie tylko wiadomy sposób dopasowuje do tego obrazu osobowość, charakter, czy jak to tam nazwiemy. Widząc człowieka potrafimy (często trafnie) odgadnąć, czy jest wesołkiem, czy ponurakiem, czy lubi pojeść, czy też raczej się głodzi (pamiętajcie jednak, że pozory mylą!), jakoś tam oceniamy inteligencję, stopień otwartości na ludzi itd itp..

Jednym słowem - dokonujemy oceny, może niekoniecznie do końca właściwej, ale w połączeniu z innymi przesłankami, jak chociażby prezentowana twórczość, dającej jakieś niezerowe szanse trafienia.


W związku z tym wszystkim, co powyżej, postanowiłem zamieścić swój aktualny autoportret.

A oto i on:


wtorek, 20 marca 2012

Kicz retro

Ostatnio zafascynowało mnie (po raz kolejny zresztą) postarzanie zdjęć. Tak, wiem, to kiczowate i w ogóle wiocha, ale nic na to nie poradzę... Jeszcze żeby to było tylko delikatne postarzenie, zmiana tonacji, to nie - idę na (prawie) całość. Prawie, bo nie dodaję sztucznych rys, to mnie na razie jeszcze odrzuca.
Efekty poniżej. Nie bijcie za mocno ;-)